czwartek, 11 maja 2017

Erasmusowe życie w Setúbalu

Kiedy zdecydowałam się wybrać Setúbal jako moją erasmusową destynację, tak naprawdę kompletnie nic nie wiedziałam o tym mieście. Może z wyjątkiem położenia nad morzem i w niedużej odległości od Lizbony. Co mogę o nim powiedzieć po kilku miesiącach mieszkania tutaj?




Dlaczego Setúbal?


O ile sama decyzja o wyjeździe do Portugalii przyszła mi bardzo łatwo, o tyle wybór miasta był trudniejszym zadaniem. Zwłaszcza, że mój wydział może się poszczycić dość dużą ilością umów z uczelniami w tym kraju. Co chyba nie jest zaskakujące, moim pierwszym wyborem była Lizbona, do której jednak nie mogłam pojechać z powodu dużej ilości kandydatów i moich nikłych szans ze względu na wcześniej odbyte wyjazdy. Z Porto sprawa wyglądała podobnie. W tej sytuacji dobrym wyjściem wydał mi się właśnie Setúbal, przede wszystkim ze względu na bliskość stolicy. Niemniej jednak nadal bardzo żałuję, że nie mogłam pojechać do Lizbony.

Praca du Boucage - główny plac w Setubalu

Uczelnia


Prawdopodobnie Instituto Politecnico de Setúbal (IPS) jest jedyną szkołą wyższą w mieście i dzieli się na pięć wydziałów (nazywanych szkołami), do których należą: dwie szkoły technologii (jedna z siedzibą w Setúbalu, a druga w Barreiro), szkoła edukacji, szkoła biznesu i administracji, oraz szkoła zdrowia. Stanowczo największa ilość Erasmusow należy do szkoły administracji i biznesu. Tam też utworzony został specjalny moduł międzynarodowy, dzięki któremu zajęcia prowadzone są w języku angielskim. Natomiast w pozostałych szkołach, z tego co słyszałam, zajęcia prowadzone są po portugalsku, więc brak znajomości tego języka może być ogromnym utrudnieniem.

Stanowczo największym minusem uczelni jest jej położenie - na kompletnym pustkowiu, jakieś 5 km od centrum. Można tam dojechać na dwa sposoby: autobusem albo pociągiem. Osobiście polecam raczej tę drugą opcję. Pociąg odjeżdża dwa razy na godzinę ze stacji Setúbal oraz Praça do Quebedo, a podróż trwa ok. 7 minut. Bilet na jednorazowy przejazd kosztuje 1,30 €, natomiast miesięczny dla studentów to koszt ok. 20 euro. Plusem pociągu jest zepsuty automat z biletami na stacji przy uczelni. Dzięki temu w drodze powrotnej można uniknąć kupowania biletu. Najbezpieczniej jest wsiadać do środkowego wagonu, ponieważ kontrolerzy zazwyczaj zaczynają od pierwszego lub ostatniego.
Autobus, podobnie jak pociąg, kursuje tylko dwa razy na godzinę. Dodatkowym minusem jest cena biletu, która wynosi ok. 2,35 € w jedną stronę.

Bardzo miłym zaskoczeniem było dla mnie natomiast biuro Erasmusa. Pracująca w nim Ana jest bardzo miła i pomocna, a na dodatek znała imiona wszystkich studentów z wymiany, kiedy pojawiliśmy się na uczelni po raz pierwszy (wraz z dokumentami aplikacyjnymi każdy musiał wysłać swoje zdjęcie).


Po uczelni - czas wolny


Setúbal w odróżnieniu od miast, w których wcześniej byłam na wymianie, nie oferuje zbyt wielu atrakcji dla Erasmusów. Nie ma tu żadnych organizacji studenckich, takich jak ESN  (Erasmus Student Network). Raz w tygodniu organizowane są spotkania, co tydzień w innym miejscu, które kończą się zawsze w Dose Certa, klubie, który uwielbiają wszyscy Erasmusi, chociaż prawdopodobnie nikt nie potrafi podać przyczyny tego zjawiska. Przede wszystkim dlatego, że Dose Certa ma wielkość niezbyt dużego pokoju, po wejściu do środka niemal momentalnie przesiąka się dymem papierosowym (palenie w lokalach nie jest zabronione), a na dodatek podczas studenckich wieczorów trudno jest się dostać do środka, gdyż panuje straszny ścisk. Niemniej jednak, właśnie tam najczęściej bywają Erasmusi. Poza tym w Setúbalu jest niewiele klubów i barów, a większość z nich jest zlokalizowana nad rzeką. Dla odmiany od Dose polecam na przykład bar Absurdo, natomiast miłym miejscem do posiedzenia jest Feel Setúbal.

Dużym minusem jest brak wycieczek organizowanych specjalnie z myślą o Erasmusach, z wyjątkiem kilku na początku semestru w ramach tygodnia integracyjnego. Jedną z najlepiej działających sekcji ESN w Europie jest ta w Lizbonie, jednak wyjazdy z nimi są bardziej skomplikowane i kosztowne ze względu na dojazd z Setúbalu do Lizbony.

W sezonie letnim największą atrakcją Setúbalu jest to, co wszyscy nazywają morzem, a w rzeczywistości jest rzeką Sado. Pierwsza, największa plaża (Praia da Saúde) niczym nie zachwyca, jednak jeśli poziom wody na to pozwala, nieco dalej można trafić na inną, uroczą i nieco dziką plażę.
Setúbal słynie z delfinów. Można je podobno zobaczyć płynąc na leżący po drugie stronie rzeki Półwysep Troia lub wybierając się na specjalnie zorganizowaną wycieczkę.


Praia de Albarquel


Szukanie mieszkania


Poszukiwanie mieszkania uważam za najtrudniejszy punkt przygotowywań do wyjazdu. O ile prawdopodobnie w Lizbonie nie byłoby to szczególnie trudne, o tyle w Setúbalu po prostu ciężko było znaleźć jakieś oferty. Co prawda istnieje możliwość mieszkania w akademiku. Pokój jednoosobowy kosztuje ok. 140 euro, jednak stanowczo tego nie polecam. Cena co prawda jest kusząca, ale nie rekompensuje położenia akademików - daleko od centrum, sklepów... tak naprawdę wszystkiego oprócz uczelni. Najlepiej zaczynając poszukiwania poprosić o listę kontaktów na uczelni. Warto też zwrócić uwagę na to, czy mieszkanie posiada ogrzewanie (co jest rzadkością, ale też koniecznością podczas zimy) i czy cena wynajmu uwzględnia rachunki.


Kurs portugalkiego


Jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, wielu Portugalczyków nie mówi po angielsku. Nie mówi, albo się do tego nie przyznaje. W każdym razie bariera językowa może czasem doprowadzić do frustracji. Jednak jeśli ktoś liczy na to, że na IPS nauczy się języka przynajmniej w stopniu podstawowym, to niestety muszę go rozczarować. Nauczycielka, chociaż miła, nie potrafi przekazać wiedzy, ani wzbudzić zainteresowania przedmiotem. Pomimo dużej motywacji do nauki na początku semestru, po pewnym czasie zaczęłam rzadziej bywać na zajęciach, ponieważ nic z nich nie wynosiłam.





J.

sobota, 6 maja 2017

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo

Podróż w nieznane jest zawsze nie lada wyzwaniem. Szczególnie jeśli wyjeżdża się samotnie i na dodatek ze sporą ilością bagażu. A cel podróży położony jest na drugim końcu Europy.





Bardzo bym chciała móc powiedzieć, że moje pierwsze chwile w Portugalii były wspaniałe
i wszystko przebiegło zgodnie z planem, jednak życie lubi płatać figle.

Problemy zaczęły się tak naprawdę już na etapie szukania mieszkania w Setubalu. Ofert było niewiele, a brak znajomości języka też wszystko komplikował - o ile mogłam mniej więcej zrozumieć opisy mieszkań, o tyle nie byłam w stanie napisać ani jednego zdania po portugalsku, żeby zapytać o ich dostępność. Natomiast o odpowiedzi na maile po angielsku mogłam zapomnieć. W tej sytuacji ostatnią deską ratunku okazało się biuro Erasmusa i ich namiary na mieszkania na wynajem.

Podróż sama w sobie także nie należała do łatwych. Dotarcie z Gdańska do Lizbony zajęło mi 14 godzin, a jakby tego było mało, doleciałam na miejsce o 1 w nocy i musiałam czekać tam do rana na przyjazd studentów z Instituto Politecnico de Setubal, którzy mieli zawieźć mnie do miejsca mającego najbliższych miesiącach stać się moim domem. Nikt jednak się tam nie pojawił, a na dodatek nie miałam na nich żadnych namiarów. Tak oto zaczęła się jedna z najbardziej stresujących przygód w moim życiu. Jak wyjaśnić sytuację koledze właściciela, który czekał z kluczami i, bagatela, nie mówił po angielsku? Jak przemieścić się z bagażami do oddalonego o 50 km od Lizbony Setubalu i walczyć z narastającym zmęczeniem? Z pomocą przyszła mi koleżanka wyszukująca najdogodniejsze połączenia oraz mój portugalski anioł stróż, który odebrał mnie ze stacji metra i bezpiecznie wsadził zbłąkaną owieczkę do pociągu.

I chociaż o niczym nie marzyłam tak bardzo, jak o odrobinie snu, zaraz po dotarciu do mieszkania zadzwonili do mnie z organizacji studenckiej i poprosili o pojawienie się w ich biurze. Najlepiej tego samego dnia. I tak oto podreptałam niemal 6 km na uczelnię, mijając przy tym najgorsze zakątki miasta, a w głowie kołatała mi tylko jedna myśl: "co ja tutaj robię?!". Jakby tego było mało na miejscu nikogo nie zastałam, a także bardzo szybko zorientowałam się, że mało kto zna angielski, albo przynajmniej przyznaje się do znajomości tego języka i jest chętny do pomocy.
Na dodatek po powrocie nie mogłam otworzyć drzwi i już miałam wizje nocowania na klatce.

Na szczęście po trudnym początku wszystko już szło z górki i Portugalia postanowiła być nieco bardziej gościnna i pokazać mi się z lepszej strony. Ale o tym w następnych postach 👋




J.