poniedziałek, 18 czerwca 2018

Historia portugalskiego koguta

Galo de Barcelos jest ikoną portugalskiego folkloru i jednym z najbardziej powszechnych symboli tego kraju. Ten kolorowo zdobiony kogucik pojawia się w wielu miejscach i jest częstym motywem pamiątek, które możemy znaleźć w różnych zakątkach Portugalii. Skąd więc wziął się portugalski kogut?






Symbol Porugalii, galo de Barcelos, wiąże się z pewną średniowieczną legendą. Głosi ona, że w położonym na północy kraju mieście Barcelos zostało popełnione przestępstwo, ale nikt nie mógł wskazać jego sprawcy. Zmieniło się to jednak, kiedy pewnego dnia pojawił się tam pielgrzym z Galicji zmierzający do Santiago de Compostela, na którego padło podejrzenie. Nikt nie wierzył w jego zapewnienia o niewinności i pielgrzym został aresztowany oraz skazany na karę śmierci przez powieszenie. Przed wykonaniem wyroku pielgrzym próbował się od niego odwołać prosząc o darowanie kary sędziego, który właśnie wydawał przyjęcie. Niestety jego starania na nic się nie zdały, więc postanowił publicznie ogłosić, że gdy tylko zostanie wykonany wyrok i zawiśnie na szubienicy, pieczony kurczak zapieje na znak jego niewinności. Biesiadnicy, choć podeszli sceptycznie do jego zapewnień, pozostawili kurczaka nietkniętego.
Według legendy w momencie egzekucji kogut faktycznie ożył i donośnie zapiał. Sędzia, który zrozumiał swój błąd, zdołał jeszcze ocalić niesłusznie skazanego, gdyż pętla była źle wykonana. Całe zajście zostało uznane za cud, a pielgrzyma puszczono wolno.

Po latach pielgrzym powrócił do Barcelos, gdzie postawił krzyż na cześć Najświętszej Maryi Panny oraz świętego Jakuba, na którym została spisana jego historia. W ten sposób kogut stał się symbolem nie tylko Barcelos, ale też całej Portugalii.


J.




wtorek, 5 września 2017

Słodki skarb Portugalii - pastel de Belém

Każda podróż to wiele różnych, często nowych doznań, także tych kulinarnych. Jak więc smakuje Portugalia? Zapewne ile osób, tyle też różnych opinii. Jeśli chodzi o mnie, będąc miłośniczką słodyczy oddałam moje serce pastéis de nata i to właśnie im poświęcę dzisiejszy post.



Czym są pastéis de nata?


Pastéis de nata to nic innego jak babeczki z ciasta francuskiego z budyniem. Ale uwierzcie mi, że nie są to byle jakie ciastka. Nie sposób o nich nie usłyszeć w czasie podróży do Portugalii albo nie natknąć się przynajmniej na wzmiankę w przewodniku. Pastel de nata jest symbolem słodkiej strony kuchni portugalskiej. I nie dzieje się to bez przyczyny. Ciepła babeczka posypana odrobiną cynamonu jest w stanie doprowadzić kubeczki smakowe niemalże do szaleństwa!

Czym się różni pastel de nata od pastel de Belém?




Tak naprawdę nie różnią się prawie niczym, może z wyjątkiem tego, że mianem pastéis de Belém określane są ciasteczka produkowane według oryginalnej receptury w jednej z z dzielnic Lizbony, od której pochodzi ich nazwa. To właśnie te smakołyki sprzedawane w Belém są pierwszą i oryginalną wersją babeczek, które rozprzestrzeniły się po całym kraju (chociaż nie tylko - podobno są one popularne również w dawnych koloniach portugalskich) pod nazwą pastéis de nata.

O historii słów kilka, czyli klasztorne wypieki


Jak już wspomniałam, tradycyjne pastéis de Belém, będące "prototypem" pasteis de nata powstały w lizbońskiej dzielnicy Belém. Tam właśnie swoją siedzibę miał zakon hieronimitów, który według powszechnej w tamtych czasach praktyki używał białek do usztywniania habitów. Efektem były duże ilości żółtek, które świetnie nadawały się do zużycia przy produkcji ciast lub babeczek.
Na początku XIX wieku obok klasztoru powstał niewielki sklep z babeczkami, jednak po rewolucji liberalnej, w 1834 roku wszystkie klasztory zostały zamknięte.
Na szczęscie tradycyjna receptura przetrwała i ciastka wypiekane według niej są sprzedawane od 1837 roku w ciastkarni Pastéis de Belém i jest to jedyne miejsce, w którym można dostać babeczki o tej nazwie. Właśnie tam są one posypywane cynamonem oraz cukrem pudrem i mają powszechną opinię najlepszych, pod czym podpisuję się obiema rękami. Wizyta w tej właśnie kawiarni jest obowiązkowym punktem na mapie Lizbony, gdzie warto zajrzeć w trakcie zwiedzania Belém.

Cukiernia Pastéis de Belém


Babeczki na wynos

Czym jeszcze mogą poszczycić się pastéis de Belém?


Poza sławą ze względu na wspaniały smak odtwarzany według dawnej receptury (która nie zmieniła się od początku produkcji ciastek!), pastéis de Belém mają na swoim koncie kilka ciekawych faktów.
Podobno każdego dnia sprzedawanych jest około 20.000 ciasteczek, a zdarza się że liczba ta podwaja się!
Pewne stare portugalskie przysłowie mówi, że panna młoda, która zje pastel de Belém nigdy nie zdejmie swojej obrączki. Z tego powodu zdarza się, że do kawiarni zaglądają nowożeńcy.

Na koniec dodam jeszcze, że pastéis de Belém w 2009 roku zostały uznane przez The Guardian za 15. z najlepszych przysmaków na świecie. Czyż trzeba więcej powodów do tego, aby ich spróbować?


J.



czwartek, 11 maja 2017

Erasmusowe życie w Setúbalu

Kiedy zdecydowałam się wybrać Setúbal jako moją erasmusową destynację, tak naprawdę kompletnie nic nie wiedziałam o tym mieście. Może z wyjątkiem położenia nad morzem i w niedużej odległości od Lizbony. Co mogę o nim powiedzieć po kilku miesiącach mieszkania tutaj?




Dlaczego Setúbal?


O ile sama decyzja o wyjeździe do Portugalii przyszła mi bardzo łatwo, o tyle wybór miasta był trudniejszym zadaniem. Zwłaszcza, że mój wydział może się poszczycić dość dużą ilością umów z uczelniami w tym kraju. Co chyba nie jest zaskakujące, moim pierwszym wyborem była Lizbona, do której jednak nie mogłam pojechać z powodu dużej ilości kandydatów i moich nikłych szans ze względu na wcześniej odbyte wyjazdy. Z Porto sprawa wyglądała podobnie. W tej sytuacji dobrym wyjściem wydał mi się właśnie Setúbal, przede wszystkim ze względu na bliskość stolicy. Niemniej jednak nadal bardzo żałuję, że nie mogłam pojechać do Lizbony.

Praca du Boucage - główny plac w Setubalu

Uczelnia


Prawdopodobnie Instituto Politecnico de Setúbal (IPS) jest jedyną szkołą wyższą w mieście i dzieli się na pięć wydziałów (nazywanych szkołami), do których należą: dwie szkoły technologii (jedna z siedzibą w Setúbalu, a druga w Barreiro), szkoła edukacji, szkoła biznesu i administracji, oraz szkoła zdrowia. Stanowczo największa ilość Erasmusow należy do szkoły administracji i biznesu. Tam też utworzony został specjalny moduł międzynarodowy, dzięki któremu zajęcia prowadzone są w języku angielskim. Natomiast w pozostałych szkołach, z tego co słyszałam, zajęcia prowadzone są po portugalsku, więc brak znajomości tego języka może być ogromnym utrudnieniem.

Stanowczo największym minusem uczelni jest jej położenie - na kompletnym pustkowiu, jakieś 5 km od centrum. Można tam dojechać na dwa sposoby: autobusem albo pociągiem. Osobiście polecam raczej tę drugą opcję. Pociąg odjeżdża dwa razy na godzinę ze stacji Setúbal oraz Praça do Quebedo, a podróż trwa ok. 7 minut. Bilet na jednorazowy przejazd kosztuje 1,30 €, natomiast miesięczny dla studentów to koszt ok. 20 euro. Plusem pociągu jest zepsuty automat z biletami na stacji przy uczelni. Dzięki temu w drodze powrotnej można uniknąć kupowania biletu. Najbezpieczniej jest wsiadać do środkowego wagonu, ponieważ kontrolerzy zazwyczaj zaczynają od pierwszego lub ostatniego.
Autobus, podobnie jak pociąg, kursuje tylko dwa razy na godzinę. Dodatkowym minusem jest cena biletu, która wynosi ok. 2,35 € w jedną stronę.

Bardzo miłym zaskoczeniem było dla mnie natomiast biuro Erasmusa. Pracująca w nim Ana jest bardzo miła i pomocna, a na dodatek znała imiona wszystkich studentów z wymiany, kiedy pojawiliśmy się na uczelni po raz pierwszy (wraz z dokumentami aplikacyjnymi każdy musiał wysłać swoje zdjęcie).


Po uczelni - czas wolny


Setúbal w odróżnieniu od miast, w których wcześniej byłam na wymianie, nie oferuje zbyt wielu atrakcji dla Erasmusów. Nie ma tu żadnych organizacji studenckich, takich jak ESN  (Erasmus Student Network). Raz w tygodniu organizowane są spotkania, co tydzień w innym miejscu, które kończą się zawsze w Dose Certa, klubie, który uwielbiają wszyscy Erasmusi, chociaż prawdopodobnie nikt nie potrafi podać przyczyny tego zjawiska. Przede wszystkim dlatego, że Dose Certa ma wielkość niezbyt dużego pokoju, po wejściu do środka niemal momentalnie przesiąka się dymem papierosowym (palenie w lokalach nie jest zabronione), a na dodatek podczas studenckich wieczorów trudno jest się dostać do środka, gdyż panuje straszny ścisk. Niemniej jednak, właśnie tam najczęściej bywają Erasmusi. Poza tym w Setúbalu jest niewiele klubów i barów, a większość z nich jest zlokalizowana nad rzeką. Dla odmiany od Dose polecam na przykład bar Absurdo, natomiast miłym miejscem do posiedzenia jest Feel Setúbal.

Dużym minusem jest brak wycieczek organizowanych specjalnie z myślą o Erasmusach, z wyjątkiem kilku na początku semestru w ramach tygodnia integracyjnego. Jedną z najlepiej działających sekcji ESN w Europie jest ta w Lizbonie, jednak wyjazdy z nimi są bardziej skomplikowane i kosztowne ze względu na dojazd z Setúbalu do Lizbony.

W sezonie letnim największą atrakcją Setúbalu jest to, co wszyscy nazywają morzem, a w rzeczywistości jest rzeką Sado. Pierwsza, największa plaża (Praia da Saúde) niczym nie zachwyca, jednak jeśli poziom wody na to pozwala, nieco dalej można trafić na inną, uroczą i nieco dziką plażę.
Setúbal słynie z delfinów. Można je podobno zobaczyć płynąc na leżący po drugie stronie rzeki Półwysep Troia lub wybierając się na specjalnie zorganizowaną wycieczkę.


Praia de Albarquel


Szukanie mieszkania


Poszukiwanie mieszkania uważam za najtrudniejszy punkt przygotowywań do wyjazdu. O ile prawdopodobnie w Lizbonie nie byłoby to szczególnie trudne, o tyle w Setúbalu po prostu ciężko było znaleźć jakieś oferty. Co prawda istnieje możliwość mieszkania w akademiku. Pokój jednoosobowy kosztuje ok. 140 euro, jednak stanowczo tego nie polecam. Cena co prawda jest kusząca, ale nie rekompensuje położenia akademików - daleko od centrum, sklepów... tak naprawdę wszystkiego oprócz uczelni. Najlepiej zaczynając poszukiwania poprosić o listę kontaktów na uczelni. Warto też zwrócić uwagę na to, czy mieszkanie posiada ogrzewanie (co jest rzadkością, ale też koniecznością podczas zimy) i czy cena wynajmu uwzględnia rachunki.


Kurs portugalkiego


Jak już wspomniałam we wcześniejszym poście, wielu Portugalczyków nie mówi po angielsku. Nie mówi, albo się do tego nie przyznaje. W każdym razie bariera językowa może czasem doprowadzić do frustracji. Jednak jeśli ktoś liczy na to, że na IPS nauczy się języka przynajmniej w stopniu podstawowym, to niestety muszę go rozczarować. Nauczycielka, chociaż miła, nie potrafi przekazać wiedzy, ani wzbudzić zainteresowania przedmiotem. Pomimo dużej motywacji do nauki na początku semestru, po pewnym czasie zaczęłam rzadziej bywać na zajęciach, ponieważ nic z nich nie wynosiłam.





J.

sobota, 6 maja 2017

Nikt nie powiedział, że będzie łatwo

Podróż w nieznane jest zawsze nie lada wyzwaniem. Szczególnie jeśli wyjeżdża się samotnie i na dodatek ze sporą ilością bagażu. A cel podróży położony jest na drugim końcu Europy.





Bardzo bym chciała móc powiedzieć, że moje pierwsze chwile w Portugalii były wspaniałe
i wszystko przebiegło zgodnie z planem, jednak życie lubi płatać figle.

Problemy zaczęły się tak naprawdę już na etapie szukania mieszkania w Setubalu. Ofert było niewiele, a brak znajomości języka też wszystko komplikował - o ile mogłam mniej więcej zrozumieć opisy mieszkań, o tyle nie byłam w stanie napisać ani jednego zdania po portugalsku, żeby zapytać o ich dostępność. Natomiast o odpowiedzi na maile po angielsku mogłam zapomnieć. W tej sytuacji ostatnią deską ratunku okazało się biuro Erasmusa i ich namiary na mieszkania na wynajem.

Podróż sama w sobie także nie należała do łatwych. Dotarcie z Gdańska do Lizbony zajęło mi 14 godzin, a jakby tego było mało, doleciałam na miejsce o 1 w nocy i musiałam czekać tam do rana na przyjazd studentów z Instituto Politecnico de Setubal, którzy mieli zawieźć mnie do miejsca mającego najbliższych miesiącach stać się moim domem. Nikt jednak się tam nie pojawił, a na dodatek nie miałam na nich żadnych namiarów. Tak oto zaczęła się jedna z najbardziej stresujących przygód w moim życiu. Jak wyjaśnić sytuację koledze właściciela, który czekał z kluczami i, bagatela, nie mówił po angielsku? Jak przemieścić się z bagażami do oddalonego o 50 km od Lizbony Setubalu i walczyć z narastającym zmęczeniem? Z pomocą przyszła mi koleżanka wyszukująca najdogodniejsze połączenia oraz mój portugalski anioł stróż, który odebrał mnie ze stacji metra i bezpiecznie wsadził zbłąkaną owieczkę do pociągu.

I chociaż o niczym nie marzyłam tak bardzo, jak o odrobinie snu, zaraz po dotarciu do mieszkania zadzwonili do mnie z organizacji studenckiej i poprosili o pojawienie się w ich biurze. Najlepiej tego samego dnia. I tak oto podreptałam niemal 6 km na uczelnię, mijając przy tym najgorsze zakątki miasta, a w głowie kołatała mi tylko jedna myśl: "co ja tutaj robię?!". Jakby tego było mało na miejscu nikogo nie zastałam, a także bardzo szybko zorientowałam się, że mało kto zna angielski, albo przynajmniej przyznaje się do znajomości tego języka i jest chętny do pomocy.
Na dodatek po powrocie nie mogłam otworzyć drzwi i już miałam wizje nocowania na klatce.

Na szczęście po trudnym początku wszystko już szło z górki i Portugalia postanowiła być nieco bardziej gościnna i pokazać mi się z lepszej strony. Ale o tym w następnych postach 👋




J.

czwartek, 27 kwietnia 2017

3 słowa o Portugalii

Czy przysłowiowe kilka słów może wystarczyć żeby opisać kulturę jakiegoś kraju? Z pewnością nie, w końcu to nie przypadek, że przewodniki turystyczne zazwyczaj do najcieńszych nie należą.  Jednak Portugalia posiada swoje magiczne "3F", które, rzecz jasna tylko w uproszczony sposób, są w stanie opisać ducha tego kraju.



Czym właściwie są "3F"?


Trzy F to wyrażenie, które łączy w sobie trzy na pozór nie związane ze sobą terminy: football, fado i Fatima.

Pierwszego tłumaczyć chyba nie trzeba. Z obserwacji wiem, że zamiłowanie południowców do tego sportu przybiera niebotyczne rozmiary. W czasie meczu nawet nie trzeba śledzić gry, żeby wiedzieć co się dzieje, wystarczy otworzyć okno. Kiedy miejscowa bądź lokalnie wspierana drużyna strzeli gola, nie sposób nie słyszeć okrzyków radości lub wyrazów niezadowolenia w przypadku utraty bramki (a przynajmniej jeśli ma się tą przyjemność mieszkać obok baru sportowego). A jeśli mecz zastał cię w podróży? Nic straconego, można przecież posłuchać transmisji w radiu! Jednak trzeba przyznać, że ta miłość jak widać procentuje, skoro Portugalia jest aktualnym mistrzem Starego Kontynentu.

Fanatyzm fanów piłki nożnej można porównać do religii. A skoro już o religii mowa, nie sposób nie wspomnieć o Fatimie, miejscu cudu. Tam właśnie 13 maja 1917 roku trójce dzieci ukazała się Matka Boska, przekazując im trzy tajemnice Fatimskie. Obecnie jest to jedno z najważniejszych sanktuariów Maryjnych na świecie i cel wielu pielgrzymek.

Ostatnim, trzecim F jest fado, portugalski styl muzyczny stanowiący niematerialne dziedzictwo Portugalii wpisane na listę UNESCO. Gatunek ten powstał w XIX wieku w lizbońskiej dzielnicy, Alfamie, a jego melancholijny charakter zdaje się oddawać nieco tęsknotę Portugalczyków za przeszłością i czasami, kiedy ich kraj był światowym imperium.


Ale zacznijmy od początku. Skąd wzięły się 3F? Otóż mają one związek z rządami Antonio Salazara i bywają określane jako trzy filary jego dyktatury. Ich głównym zadaniem było odciągnięcie Portugalczyków od polityki i problemów, z którymi borykało się wówczas społeczeństwo. Dlatego też współcześnie terminu tego używa się do wyrażenia niewystarczającego zainteresowania narodu zagadnieniami społecznymi.



J.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Portugalia moimi oczami


Olá! Witam serdecznie na blogu poświęconym uroczej Portugalii oraz moim doświadczeniom z Erasmusa Setúbalu! 



      Jeszcze do niedawna Portugalia, którą znałam, była jedynie tym, co widziałam w kolorowych folderach biur podróży i przyznam szczerze, że jej wizerunek w mojej głowie ograniczał się głównie do pięknych, zalanych słońcem plaż Algarve oraz Lizbony. Jednocześnie odwidzenie tych miejsc było moim niewypowiedzianym marzeniem. Życie bywa jednak nieprzewidywalne i los dał mi niezwykłą szansę na poznanie tego fascynującego kraju, i to również z tej mniej komercyjnej stronyDlatego też chciałabym opisać przygodę i ogromne wyzwanie, jakim okazało się dla mnie kilka miesięcy spędzonych w Portugalii, a także moje subiektywne wrażenia i obserwacje dotyczące tego kraju.



Życie naprawdę potrafi zaskoczyć. Pamiętam jak dziś, jak kilka lat temu planując Erasmusa we Włoszech powiedziałam mamie, że gdyby nie moja miłość do Italii, na pewno pojechałabym na wymianę do Portugalii. Dlaczego? Nie mogę tego do końca wytłumaczyć. Tak naprawdę wiedziałam o o niej bardzo niewiele, ale zawsze wzbudzała we mnie ciekawość. Coś mnie intrygowało w tym małym kraju leżącym na samym końcu naszego kontynentu, jednak nigdy nie miałam okazji go odwiedzić.

Wierzę, że wcześniej nie wykorzystałam swojej szansy i właśnie dlatego los dał mi kolejną. Jeszcze w trakcie pobytu we Włoszech podjęłam decyzję - część studiów drugiego stopnia spędzę na krańcu Europy. Once Erasmus, forever Erasmus.

Co ciekawe, od tego czasu poznałam wielu Portugalczyków i zaczęłam powolutku poznawać ten intrygujący kraj i przede wszystkim jego mieszkańców, którzy są niezwykle pogodni i otwarci.



Mimo wszystko Portugalia stanowi dla mnie nadal wielką zagadkę. Zapraszam do odkrywania jej razem ze mną!

🙈🙉🙊


J.